INDIE: strona główna    -    Informacje praktyczne    -    Proponowane trasy    -    Ciekawe linki    -    Kontakt

Bidar

Do Bidaru przyjeżdża najwięcej Indusów w porze majowych upałów jakie panują w niżej położonych miejscowościach. Tu klimat jest łagodniejszy i łatwiej znieść ten ciężki do przetrwania okres wiosennych upałów. Wyżyna Dekan leży 900 m npm rozciąga się na południe od rzeki Narmada i stanowi ogromną platformę bazaltową. Rzeki płyną w głęboko wyżłobionych korytach.
    Niegdyś Bidar był bastionem szyitów. Obecnie miałam wrażenie, że oprócz nas nikt tu nie zagląda (zdjęcie 1). Jedynie jacyś francuscy emeryci zmęczeni słońcem na plażach Goa przyjechali tu aby poznać "prawdziwe Indie".
    Do dzisiaj stoi budynek Medresy (zdjęcie 2). Medresa to rodzaj muzułmańskiego uniwersytetu, gdzie studenci uczą się we wszystkich dziedzinach nauki i sztuki i oczywiście filozofii religii i zasad etycznych. W tej medresie uczono medycyny, matematyki, literatury, astronomii a także języka perskiego, tureckiego i arabskiego. Tu prowadzili wykłady znani profesorowie, pisarze i poeci. Ci ostatni zawsze odgrywali dużą rolę w literaturze Indyjskiej. Indusi uwielbiają poezję. Niegdyś przyjeżdżali tu studenci z całego Półwyspu Arabskiego aby studiować nauki Koranu.
    Szczytowy okres rozwoju Bidar osiągnął za panowania Ahmada I (1422-1436) oraz Muhammada Bahani III (1463-1482). To za ich panowania wybudowano: fort, pałac, meczet i mauzoleum (zdjęcie 3). Całość otaczają blankowane mury obronne (zdjęcie 4) długości 4 km, z 8 bramami, 37 bastionami i potrójną fosą wykutą w skale. Miasto słynie z rzemieślników wyrabiających bidri. Sztuka bidri polega głównie na zarysowaniu na tle czarnego lakieru motywów roślinnych. Najbardziej znane są dzbany ze stopu cynku i ołowiu inkrustowane złotem. Warto zobaczyć: Meczet Solah Khamb z 1327 roku (zdjęcie 5), Salę Audiencji Publicznych Diwam-e Am i Salę Tronową. Za "dacie ile będziecie uważać" oprowadzi was dyrektor przyległego muzeum. Rozmowa z nim przypomina rozmowę z automatyczną sekretarką, bo facet mówi po angielsku tylko wyuczoną kwestie. Nie odpowie na pytanie z prostej przyczyny, bo nie rozumie angielskiego. Dokonanie tego odkrycia zajęło nam z godzinę. Zawsze jakoś udawało mu się wybrnąć z sytuacji i coś odpowiedzieć. Niestety chcieliśmy kupić kasetę magnetofonową i to przerosło jego pomysłowość na odpowiedzi. Jednak sami nie obeszlibyśmy tych wszystkich zakamarków tak dokładnie i nie dowiedzielibyśmy się o nich tyle. Jeśli płacimy w muzeach za wypożyczenie magnetofonu z nagranym głosem przewodnika, to dlaczego nie ma być w Indiach kogoś takiego co zastępuje nam całą tą współczesną elektronikę.
    Warto zwrócić uwagę na pozostałości kafli, którymi pokryte były całe budynki (zdjęcie 6). Wszystko jest niestety już lekko podniszczone. Za zniszczenia są odpowiedzialni oczywiście "niewierni", którzy sprowadzili się na te tereny. Godny uwagi jest ogród przylegający do pałacu (zdjęcie 7 i zdjęcie 8). Chociaż ząb czasu" i jemu dał się we znaki, ogólne założenie ogrodu zachowało swój geometryczny układ. Jest zbiornik w kształcie kwiatu lotosu i sieć kanałów dzieląca ogród na cztery części. Chociaż Indusi od dawna znali sztukę urządzania ogrodów, polegała ona na odtwarzaniu dzieł z natury. Dopiero muzułmanie wprowadzili sztukę planowego urządzania ogrodów. Ogrody okresu dynastii mongolskiej, takie jakie znamy, wywodzą się z ogrodów bizantyjskich, których sztukę przejęli Arabowie przekształcając ją. Sztuka zakładania ogrodów dotarła do Indii za pośrednictwem Persów. Ogrody te oddzielone są wysokim murem od natury i podzielone są całkowicie geometrycznie za pomocą kanałów wodnych. Woda odgrywa tu rolę pierwszorzędną. Złożony system nawadniania składa się ze zbiorników i rowków. Cyprysy dawały upragniony cień, a zmysły koiła woń kwitnących krzewów. Dlatego ogrody te nazywane są ogrodami rajskimi. Niestety dzisiaj prawdziwa sztuka ogrodowa zanika. Rząd Indyjski dokonuje wielkich starań aby przywrócić im utracone piękno. Niestety nieudolnie: pachnące krzewy zastępuje się kwiatkami rabatowymi, które sadzone są bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Do tego trzeba przyzwyczaić się z widokiem tabunu ludzi, którzy muszą bez przerwy wyrywać chwasty. Wpisali się oni niejako nawet w krajobraz ogrodu. O cyprysach po prostu zapomniano, wody w kanałach brakuje, a całość jest "upiększana" to metalowymi latarniami w miernym guście, to znowu malowankami w majtkowym różu, a jak nic już nie da się zepsuć to chociaż ktoś postawi metalowy płotek. Trochę przypomina to naszą "sztukę" komunistyczną, ale w Indyjskim wydaniu.