|
|
Hyderabad
Hyderabad to piękne miasto, całe w zieleni. Bardzo różni się od wszystkich odwiedzonych prze ze mnie miast na północy Indii. Wielkie beczkowozy krążą po mieście i nawadniają zieleń przy chodnikach, na rondach a nawet pod wiaduktami samochodowymi. No i parki wyglądają jak parki. Do parku miejskiego trzeba wchodzić bez butów niczym do jakieś świątyni. Ale można "deptać" trawę, która jest notabene ręcznie pielona. (zdjęcie 1, zdjęcie 2)
Ale pierwsze wrażenie z Hyderabadu nie było tak sielankowe. Najpierw na lotnisku przyglądaliśmy się jak celnicy przeszukują bagaże Indyjskich emigrantów powracających do kraju z Ameryki. Rachunek prawdopodobieństwa wyznaczał delikwentów do płacenia cła, bo pudła ze sprzętem RTV miał każdy. Dopiero potem nadciągnęli do bramki celnej pielgrzymi z wielkimi kanistrami świętej wody z Mekki i to trochę "zamuliło" przejście. Nie mieliśmy zarezerwowanego noclegu w hotelu co się równało się z błąkaniem o bladym świcie po różnych dziwnych miejscach, żeby usłyszeć "full. Wreszcie znaleźliśmy wolne pokoje. Po ich obejrzeniu przestało mnie już dziwić, że nikt nie chciał tam nocować. Rozespany i rozczochrany recepcjonista wymienił nam cenę pokoju, ale gdy tylko wjechaliśmy windą aby zobaczyć pokój i spytaliśmy o ciepłą wodę - cena podskoczyła. Woda ciepła miała być tylko nie spytaliśmy kiedy. Zjechaliśmy windą w dół - cena podskoczyła, ponieważ spytałam o pościel. Stanęło na cenie 400 Rs i dwóch prześcieradłach- jedynych i właśnie ostatnich. Ale prawdziwe niespodzianki pan recepcjonista przygotowywał nam dopiero na następną noc. O czwartej rano zadzwonił, żeby nas poinformować, że właśnie skończyła się doba hotelowa i musimy opuścić pokój. Nie wystarczyło "rano pogadamy" nie wystarczyło "rano dopłacimy". Recepcjonista z uporem maniaka wydzwaniał, a boy hotelowy pukał do drzwi. Zabarykadowaliśmy drzwi i odłączyliśmy telefon. Tą aluzje zrozumieli: "Nie mamy ochoty na dyskusje o tak wczesnej porze". Następna porażka to rikszarz. Czekał na nas już pod drzwiami hotelu, żeby zaoferować wycieczkę po mieście samochodem (auto). Wymiętoszony folder z atrakcjami miasta miał świadczyć o tym, że zna się na rzeczy. Auto - okazało się auto rikszą. Punkt dla niego, bo nie powiedział auto car, więc nie mogliśmy mieć pretensji. Szkoda tylko, że cena jaką utargował za wycieczkę po mieście była jak cena wycieczki samochodem ( 500 Rs ). Po każdej atrakcji rikszarz proponował sklep. Dopiero moje obietnice, że wieczorem na pewno kupie sznur pereł, z których słynie Hyderabad nieco go uspokoiły i realizowaliśmy kolejne punkty zwiedzania.
Zwiedzanie miasta zaczęliśmy od centrum, a więc od Charminar (Cztery Wieże). (zdjęcie 3, zdjęcie 4) Charminar został zbudowany w 1591 roku przez Qutb Shahi po opanowaniu epidemii dżumy. Jest wizytówką miasta, powiewem z Arabii Saudyjskiej, małym fragmentem Persji - tu już cytuje słowa z folderów reklamowych. Wieże mają 56,7 m wysokości. Jest to najlepszy punkt widokowy na starówkę w Hyderabadzie. Stąd roztacza się widok na zatłoczony Lad Bazar (zdjęcie 5), na którym można kupić wszystko od kuponów na sari po prawdziwe perły. Jest to idealne miejsce dla poszukiwaczy atrakcji cenowych. Jeśli tylko potraficie się targować można tu kupić wyjątkowe pamiątki za pół ceny.
W sąsiedztwie Charminar znajduje się Meczet Mekka, który jest jednym z największych meczetów w Indiach (zdjęcie 6). Znajdują się tu czerwone kamienie, wykonane z ziemi przywiezionej z Mekki (a więc i ziemie też się tu wozi).
Birla Mandir - to świątynia hinduska zbudowana z białego marmuru sprowadzonego z Rajastanu (zdjęcie 7). Świątynia jest poświęcona Lordowi Venkateswarze. Na jego cześć co rano o 5.30 wygrywana jest mantra "Kausalya supraja Rama poorva sandhya pravartate..." Warto się w nią wsłuchać bo podobno jest lekarstwem i ukojeniem dla duszy. Świątynia stoi na wzniesieniu, wieczorem światła reflektorów odbijają się w bieli marmurów, robi niezapomniane wrażenie. Ze względu na niedawne zamieszki na tle językowym między ludnością wyznania hinduskiego a muzułmanami wzmożono kontrolę pod świątynią; niestety aparaty i kamery video trzeba zostawić w wyznaczonym miejscu.
W Hyderabadzie znajduje się jedno z największych muzeów (Salarjung Museum) z eksponatami pochodzącymi z kolekcji prywatnej nizama Salar Junga. Znajduje się tu dużo sprzętów codziennego użytku z minionej epoki.
Nad zbiornik Tank Bund warto przyjechać w nocy, aby zobaczyć serce jeziora ogromną Statuę Buddy (Hussain Sagar) podświetloną reflektorami.
W 1918 roku Hyderabad posiadał już swój własny Uniwersytet Muzułmański Osmania ale na jego zobaczenie nie starczyło czasu. Pierwszy dzień dobiegał końca. Wycieczkę do Twierdzy Golkonda zostawiliśmy na dzień następny, szczególnie że czeka nas jeszcze wizyta w sklepie z perłami. Wszystkie sklepy w Indiach są bardzo długo otwarte, nawet do godziny 22. Jeśli już ktoś ma pracę to spędza w niej cały dzień. A jeśli ktoś nie ma pracy to szuka jej cały dzień. (Takie pojęcie "po godzinach" nie istnieje i może dlatego spożycie piwa jest tak małe i reklama piwa Lech nie przyjęłaby się. Drugi aspekt to cena piwa, jest po prostu bardzo. Co się tyczy pereł, to jest ich naprawdę duży wybór w Hyderabadzie. Perły są posortowane, można sobie wybrać, są ważone i można według życzenia nanizać je w kształcie kolii lub korali. Sprzedawcy w sklepie są bardzo uprzejmi. Wchodząc do sklepu trzeba zdjąć buty, koniecznie usiąść, napić się herbaty i przeprowadzić krótką rozmowę grzecznościową.
Drugiego dnia wyjechaliśmy na podbój Golkondy, miasta - twierdzy założonego przez Qutb Shahi ok. 1512 roku (zdjęcie 8, zdjęcie 9). Miasto było niezwykle bogate, gdyż było stolicą potężnego księstwa Bahmanidów i sułtanatów. Legenda uczyniła je "diamentowym miastem", ponieważ w pobliżu znajdowały się kopalnie kamieni szlachetnych. A gorączka diamentów opanowała poszukiwaczy fortuny niczym gorączka złota na Alasce). Miasto otaczają potrójne mury o długości 5 km, strzeżone przez 87 bastionów, ale nie zdołały obronić miasta przed Aurangzebem. Po ośmiu miesiącach oblężenia Golkonda poddała się i w 1687 roku Aurangazeb wzniósł Bramę Zwycięstwa (Fath Darwaza). Zachowały się mury zbrojowni. Tu znajduje się wielki kamień- jedynie mężczyźni, którzy mieli tyle siły aby unieść kamień byli pasowani na żołnierzy zawodowej armii. Można zobaczyć też portale Bala Hisar- trójskrzydłowy meczet o pięciołukowej fasadzie. Na sam szczyt do Królewskiej Sali Audiencji trzeba się wspiąć pokonując niezliczoną ilość stopni, ale warto bo stąd rozciąga się widok na Hyderabad. Ze szczytu król wydawał rozkazy! Cóż to za dziwy, że były słyszane na dole? Tego nie potrafię wytłumaczyć. Jedź tam i odkryj sam tą tajemnicę! Ciekawym przeżyciem może być też spektakl światło i dźwięk organizowany codziennie o 18.30 (w języku angielskim).
W drodze powrotnej z Golkondy do Hyderabadu zajechaliśmy do Nekropolii Królewskiej (zdjęcie 10, zdjęcie 11). W reprezentacyjnym ogrodzie stoi siedem grobowców- mauzoleów. Każdy ma cebulastą kopułę, bogato zdobione arkady i minarety. Grobowiec królewski Qutb Shahi Tombs zdobi nad wejściem sierp księżyca.
|
|